środa, 28 maja 2014

3.
- Ja już muszę lecieć!!Aaa..Chciałaś wodę!!! Trzymaj! to ja lecę!!!-ćwierkała Nati i wybiegła. Tak chciałam, żeby nie widział mnie w takim stanie.
-Yyy...cześć- Nieśmiało przywitał się ze mną.
- Hej.-uśmiechnęłam się do niego.
- Jestem eee... Olek.
- A ja Elza.- widząc,że mówię swobodnie, sam się rozluźnił. Miał brązowe oczy i tak jak ja ciemną karnację.
-Chodzimy razem do klasy. Nie miałaś jednak okazji mnie poznać.-uśmiechnął się.
- Właśnie czy to ty...eee...no wiesz...- teraz to ja się  jąkałam.
- Tak to ja cię złapałem. Szłaś tak dziwnie, więc pomyślałem, że coś ci się zaraz stanie. I nie myliłem się!!- w jego oczach zabłysła jakaś nadzieja. Po chwili rozległ się dźwięk wibracji telefonu Olka. Zażenowany odebrał połączenie i powiedział:
- Tak mamo? Tak, dobrze już idę.- rozłączył się.- Ja muszę już iść, ale mam jeszcze coś dla ciebie.- uśmiechnął się i wyjął małą różyczkę.
- Och, dziękuję, jest śliczna!!- zachwycałam się nią- Dzięki, że przyszedłeś,że mnie wtedy złapałeś, inaczej nie wiem ,co by było- wypowiedziałam wszystko jednym tchem.
- Inaczej bym cię nie poznał- uśmiechnął się.
    Przed jego wyjściem wymieniliśmy się numerami. Następnego dnia po lekcjach przyszła do mnie Nati.
- Po szkole chodzi plotka, że Olek i Marta ze sobą chodzą.- o mało nie padłam z wrażenia. O-n-a i on?? Próbowałam pocieszać się tym,że to tylko plotka. Udawałam,że się tym  zbytnio nie przejmuję. A poza tym, dzisiaj wypisują mnie z tego okropnego miejsca.
     Wychodząc ze szpitala zauważyłam Martę z Olkiem. Przytulali się , a po chwili systematycznie odwrócili wzrok w moją stronę.Olek zdziwiony popatrzył się na mnie i próbował odsunąć się od niej. Marta natomiast jeszcze mocniej przytuliła się do niego i pocałowała go. Ze łzami w oczach pobiegłam do samochodu mamy. Kiedy pojazd ruszał, przez tylną szybę zobaczyłam, ę Olek próbował biec za autem, ale po chwili stanął. Wpatrywał się w odjeżdżający mercedes, po czym zrezygnowany zawrócił.Ukradkiem otarłam łzę.
- Zgadnij, gdzie teraz jedziemy?- zapytała wesoło moja mama.
- Do domu?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- Nie, to sklep córciu.-ciągnęła mama.
- Do tesco?- powiedziałam na ''odwal się''. 
-To sklep z odzieżą - dalej  się nade mną pastwiła.
- Tako-fashion?- prawie krzyknęłam. Niestety mama uznała, że jestem szczęśliwa bo zgadłam.
- Coś za długo ci to zajęło córeczko...- Coś tam jeszcze mówiła, ale nie zwracałam na to uwagi. Nagle powiedziała:
-Dzisiaj przyjeżdża do nas Marcin!!- Marcin to mój brat cioteczny. Ma niebieskie oczy i blond włosy. Jest dwa lata starszy  ode mnie.
-Super.- teraz to się już wściekłam. Mamusia kochana zrozumiała  i siedziała cicho.
      Nienawidzę Marcina. Kiedy byłam mała ciągle mi dokuczał. Na przykład, kiedy bawiliśmy się w piaskownicy, on znienacka zaczynał rzucać piaskiem prosto na mnie, po czym śpiewał:
- Deszcz leci!! Nie manna z nieba! Elze uratować trzeba!!!- zawsze kończyło się na tym, że biegałam do mamy z płaczem.
 Oparłam głowę na szybie i myślałam.,,Kiedy ja miałabym decydować, nie było by go tu'' No cóż....
     ,,Elzo ogarnij się i wyłącz myślenie'' skarciłam siebie w duchu i patrzyłam na jakie ciuchy patrzy moja mama.
-------------------------------------------------------
Błagam komentujcie!!!

piątek, 23 maja 2014

2.
     -Tak Elza?- zapytała nauczycielka.
-Mogłabym pójść do higienistki? Strasznie mnie głowa boli.-Jęknęłam dosyć przekonująco.
-Dobrze...czy chcesz, żeby ktoś z tobą poszedł? Jesteś strasznie blada.
-Nie, dziękuję.-powiedziałam jak najuprzejmiej potrafiłam.
-A może ona jest w ciąży?-ta dzikuska(przepraszam Marta) zaśmiała się, kiedy wstawałam.Pokręciłam głową ze zdumieniem,że coś takiego w ogóle przyszło jej do głowy,z trudem powstrzymując syknięcie z bólu, który przeszywał teraz całe moje ciało.
-Marto!!-skarciła ją pani.
     Idąc do drzwi klasowych wykorzystałam całą swoją siłę, żeby ani razu się nie zachwiać. Lecz kiedy tylko wyszłam moje nogi jakby zmiękły. Szłam przez korytarz w ogóle ich nie czując. 
     W pewnej chwili okropnie zakręciło mi się w głowie. Czułam, że lecę gdzieś w dół. Ktoś mnie złapał, a później.... nie pamiętałam już nic.
      Obudziłam się w szpitalnym łóżku. przy nim zaś, na krześle siedziała moja mama. Kiedy tylko zobaczyła, że się ocknęłam, na jej twarzy zawitał uśmiech.
-Kochanie co się stało? Słyszałam,że bolała cię głowa.
-Niemiłosiernie-westchnęłam. Przypomniał mi się ,, bohater'', który mnie złapał. Nie wiedziałam nawet, czy to chłopak czy dziewczyna.
- Mamo a od kogo się dowiedziałaś?- zapytałam nagle.
-Od pielęgniarki...-bez namysłu powiedziała moja rodzicielka. Jednak po chwili dodała- A pielęgniarka od jakiegoś chłopaka.
-Chłopaka?!- zapytałam,,nieco'' podnosząc głos.Wstrzymałam oddech.
- Tak od jakiegoś szatyna, który jest pierwszy dzień w tej szkole.- powiedziała mama i rozluźniłam się. Chyba to zauważyła , bo dziwnie się uśmiechnęła. Nie powiedziała jednak nic.,,Chyba należy mu się dziękuję'', pomyślałam.Postanowiłam, że odnajdę tego chłopaka. Chociaż... nie wiem jak. Przecież w szkole jest dużo szatynów.
     Z zamyślenia wyrwało mnie czyjeś,,Dzień dobry''. A, tak. Pani doktor.
-Niestety, pani córka jest strasznie osłabiona.Na razie będzie musiała zostać w szpitalu.
-Ale..co jej jest?-zapytała przestraszona mama.
- Gorączka, osłabienie... nie wiem. Pobierzemy jej jeszcze krew i wtedy już chyba będzie wiadomo.
 Potem zaczęła zadawać pytania w stylu,,Od kiedy? Jak często''.
      No pięknie. Będę siedziała tutaj zamiast szukać go. Nie ma nic lepszego.
Mama pojechała do domu po jakieś ciuchy dla mnie, a po drodze obiecała kupić jakieś owoce. Chciała mnie zmusić do zjedzenia batona ale nie za bardzo lubię słodycze. Ktoś lekko mną potrząsał. Otworzyłam oczy i zobaczyłam twarz Nati.
- Urwałaś się lekcji?- zapytałam zachrypniętym głosem.
- Nie no coś ty!! Wiesz jaki miałabym szlaban?- zaczęła się śmiać.
- I co? jak wygląda nasza klasa?
-Do naszej klasy doszedł..... super mega śliczny przystojniak!!! Przyszedł kilkanaście minut po twoim wyjściu.
- A jakie miał włosy?
-Szatyn, to szatyn!!!!!- zaczęła piszczeć.
-Pić mi się chce.-westchnęłam.
 Kiedy tylko wstałam, stwierdziłam,że nie czuję nóg i szybko położyłam się z powrotem.
- Ja pójdę!!- zaoferowała się Natka. I wybiegła.,, A więc on będzie chodził do naszej klasy'' myślałam. Nie mogłam się doczekać kiedy ujrzę jego twarz.
        Nagle do pokoju wpadła zdyszana Nati. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że jestem w swoim pokoju. Był on przytulnie malutki, ściany były pokryte kolorem różowo-fioletowym. Na parapecie ustawiono pluszowe misie, różdżki, korony- jednym słowem zabawki dla małej dziewczynki. Rudawe włosy Nati były rozwiane, a do jej niebieskich oczu napłynęły łzy. 
- Natalia, co się stało!-chciałam do niej podbiec, ale moje ciało odmówiło posłuszeństwa. Runęłam jak długa na ziemie. Nati odruchowo wzięła mnie na ręce i położyła z powrotem na łóżku.
- Co się stało, Nati?!- nie dałam za wygraną. Ona jednak dalej nie odpowiadała. Dopiero w chwili, gdy zobaczyłam na jej twarzy uśmiech, zdałam sobie sprawę, że były to łzy szczęścia.
-Kurde, kurde-zaczęła piszczeć.-Super mega przystojniak przyszedł do szpitala! Wypytywał mnie o CIEBIE!!!!!!!!!- Ostatnie słowo wypowiedziała z taką mocą, że o mało nie zakrztusiłam się wodą.
- O mnie?- nie wierzyłam. Przytaknęła. 
               W jednej chwili drzwi otworzyły się i do środka wszedł ON...